„Na rajdowych szlakach- wspomnienia z tras Ogólnopolskiego Wiosennego Rajdu OHP”

 

Gdy wreszcie zima skończy się

I mrozów minie czas

Weź plecak, namiot, buty dwa

I z nami chodź na rajd

 

Ref. Więc idziemy na rajd

Wiosenny Rajd OHPe

A stara wiara

Radośnie przywita cię.

 

Zacytowany tekst to fragment piosenki rajdowej ułożonej przez naszą drużynę rajdową z 24-3 OHP w Nowym Sączu na potrzeby konkursu piosenki w trakcie jednego z ogólnopolskich rajdów Ochotniczych Hufców Pracy.

 

W tych wspomnieniach chciałbym powrócić do wspaniałej imprezy turystycznej , która była organizowana dla junaków i junaczek z hufców stacjonarnych i studenckich oraz kadry OHP od 1973 roku i kontynuowana do lat 90 ubiegłego wieku, a która dostarczyła niesamowitych przeżyć i wrażeń wielu dziewczętom i chłopcom. Miałem  okazję brać w niej udział przez kilka lat z rzędu i wiązało się z tym wiele bardzo pozytywnych emocji, ale także i sukcesów, gdyż dwukrotnie zwyciężaliśmy na szczeblu ogólnopolskim, 2 razy zajmowaliśmy II , a raz III miejsce. Na przełomie lat 1970/1980, reprezentacja młodego województwa nowosądeckiego należała do ścisłej czołówki rajdowych  drużyn męskich OHP w kraju. Zanim opiszę kolejne rajdy wojewódzkie i ogólnopolskie, w których wziąłem udział muszę się przyznać , że od młodzieńczych lat lubiłem włóczyć się po górach z plecakiem i namiotem. Dlatego też i w wojsku nie miałem problemów z wielokilometrowym marszem z wyładowanym plecakiem i innym oporządzeniem żołnierskim . Także na rajdach, kiedy trzeba było dźwigać wypchany prowiantem plecak, namiot, śpiwór i ew. kuchenkę spirytusową.

 

Kiedy więc rozpocząłem pracę w limanowskim stacjonarnym hufcu w 1975 roku, zorientowałem się , że są chłopcy którzy chętnie pójdą w góry czy też na biwak. Ponieważ pochodziłem z tych stron, bo mieszkałem niedaleko, w moim rodzinnym Tymbarku , znałem dość dobrze szlaki Beskidu Wyspowego i Gorców, więc w soboty po pracy , gdy tylko nie było zajęć wojskowych, zbierałem grupkę chętnych junaków, pakowaliśmy plecaki, namioty, materace i kuchenki spirytusowe na denaturat tzw. kocherki, no i szliśmy w góry, na Mogielicę, Lubogoszcz, Turbacz, Luboń Wielki, Łopień. Jak tam smakowały zupki w proszku, kisiele, budynie i  dżemy ? A jaki niezapomniany smak i aromat  miała herbata z kociołka. Kto raz powąchał  zapach dymu  ogniska z gałęzi jałowca i przesiedział przy nim nieraz do bladego świtu,  opatulony w koc, słuchając melodii gitary, ten wie o czym piszę. Wielu z chłopców „ zaraziło się” wtedy bakcylem włóczęgi i nie przeszkadzało im to, że nieraz było mokro w butach i namiotach, bo padał deszcz przez cały dzień i noc, więc i namioty w trakcie rozbijania  przemakały. Zdarzało się , że materace w namiotach pływały, bo nie zdążyliśmy ich okopać. Tak było w Huciskach , w drodze na Turbacz. A burza z piorunami na Jaworzynie Krynickiej? Takich efektów specjalnych  na żywo, to jeszcze nie widziałem . Ale wtedy było bardzo groźnie, bo do tego szalała  wichura i smagający deszcz. W namiotach  było nieprzerwanie jasno, bo pioruny i błyskawice nieustannie rozświetlały niebo, a towarzyszył temu potężny huk. Zasnęliśmy dopiero nad ranem.

 

W kwietniu 1976 roku przeszedłem do stacjonarnego hufca 24-3 w Nowym Sączu, na zastępcę do s. szkolenia obronnego. Ponieważ byłem najmłodszy wiekiem i stażem spośród 3 członków kadry, z marszu musiałem się zająć przygotowaniem hufcowej drużyny do startu w Eliminacjach wojewódzkich do III Ogólnopolskiego Rajdu OHP. Wybrałem  więc 3 chętnych chłopaków i po krótkich a intensywnych przygotowaniach, bo czasu było niewiele, wystartowaliśmy w dniu 26 kwietnia i wygraliśmy w/w eliminacje, kwalifikując się po zaciętej rywalizacji w konkursach piosenki turystycznej, rozbijaniu namiotu na czas i marszu na azymut, do udziału w rajdzie ogólnopolskim. Czasu na przygotowanie do w/w rajdu było niewiele, bo już 15 maja mieliśmy się zgłosić w Środzie Wlkp., więc zabraliśmy się do roboty pełną parą. Wybraliśmy jeszcze nazwę drużyny: „Sądecka bacówka”, a w dniu 14 maja spakowaliśmy plecaki, namioty i prowiant na drogę. Byliśmy gotowi do wyjazdu na :

III Ogólnopolski Rajd Wiosenny OHP Środa Wlkp.15-16.05.1976 r.

Nadszedł dzień wyjazdu 14.05.1976 r. drużyna w składzie:  3 „ juhasów” : Bolek Król, Janusz Gadzina i Staszek Filipowski pod opieką „bacy” czyli  moją udała się na dworzec PKP. Jechaliśmy pociągiem z Nowego Sącza do Środy Wielkopolskiej, z 3 przesiadkami, niemal 23 godziny. Osiemnastokilometrowa trasa rajdu wiodła  ze Środy  Wlkp. przez Kurnik do  Zaniemyśla. Po zaliczeniu na szlaku konkurencji- rozbijanie namiotu na czas, udzielanie pomocy sanitarnej, marszu na azymut i programu turystycznego – piosenki rajdowej przyznano nam I miejsce wśród 49 drużyn męskich i puchar Komendanta Głównego OHP. Cóż to była za radość! No i ten koncert wieczorem przy ognisku na 12 gitar i szumiące drzewa, który tak zachwycił redaktora „Sztandaru Młodych” . Była też dodatkowa atrakcja: przejazd kolejką wąskotorową z Zaniemyśla do Kurnika.

 

Przy tej okazji chciałbym wspomnieć, nieżyjącego już Leonarda Wrzoska, emerytowanego dyrektora  Szkoły Podstawowej w Nowym Sączu,  oddelegowanego przez przedsiębiorstwo PBK do pracy kulturalno- oświatowej w naszym hufcu. W ramach zajęć k.o. prowadził z naszymi uczestnikami m. innymi naukę śpiewu. Był to człowiek bardzo sumienny , pracowity, zawsze pogodny i ogromnie życzliwy ludziom ,a poza tym wszechstronnie uzdolniony, bo  grał na instrumentach i pięknie malował obrazy- pejzaże z Nowego Sącza. Taka dobra przedwojenna szkoła. Był dla mnie młodego pracownika i naszych junaków, wzorem do naśladowania.  Dzięki tym jego zajęciom chłopcy byli rozśpiewani więc i mnie było łatwiej ich przygotowywać.

 

Krynica,19.04.1977 r. Eliminacje Wojewódzkie do IV Ogólnopolskiego Rajdu OHP

na trasie Krynica- Czarny Potok. Drużyna 5-cio osobowa, całkiem zmieniona, bo ich poprzednicy odeszli do rezerwy, w składzie: Jasiek Kukuczka , Piotrek Buczek, Jasiek Brończyk, Ludwik Jarzębak , Władek Leśniara, pod moją opieką,, wywalczyła po raz drugi zwycięstwo, pokonując, najgroźniejszych rywali, drużynę gospodarzy- junaków z krynickiego hufca  i uzyskała prawo startu w kolejnym rajdzie ogólnopolskim. A więc jedziemy na :

IV Ogólnopolski Rajd Wiosenny OHP , Piła, 7-9 maja 1977r.

W dniu 5 maja o godz. 18 nasza drużyna w składzie: Jasiek Brończyk, Piotrek Buczek, Zbyszek Hejmej, Władek Leśniara akordeon/ i Ludwik Jarzębak / trąbka/, pod opieką „bacy” czyli moją, wyjechała PKP z Nowego Sącza i po czterech przesiadkach tj. w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Wałczu dotarła w dniu 6 maja o godz, 20, do miejscowości Tuczno, gdzie rajd się rozpoczynał. Podróż trwała 26 godzin, ale co to dla nas, kiedy przez całą drogę było wesoło, bo chłopcy chętnie śpiewali i grali na instrumentach.

Trasa rajdu: Tuczno- Strzaliny- Rutwica- Straczno/ miasteczko zlotowe/.

Po drodze zaliczaliśmy konkursy sprawności turystycznej i piosenki rajdowej- poszło nam dobrze. Były też atrakcje turystyczne. W Strzelinach oglądaliśmy bunkry poniemieckie, umocnienia Wału Pomorskiego. Wiele śmiechu było w czasie meczu piłki nożnej pomiędzy reprezentacją junaków z Piły, a reprezentacją opiekunów drużyn, w którym oczywiście „wygrali” opiekunowie, bo czyż mogło być inaczej , skoro sędzia meczu grał w ich drużynie i piłka nie miała prawa przejść na ich połowę. W klasyfikacji generalnej rajdu zajęliśmy II miejsce otrzymując puchar Zarządu Głównego PTTK.

 

Nowy Sącz, 25 kwietnia 1978r. Eliminacje Wojewódzkie do V Ogólnopolskiego Rajdu OHP na trasie: Zakamienica- Skałki- Jamnica. Wraz z Pięcioosobową drużyną naszego hufca w składzie: Władek Leśniara, Ludwik Jarzębak, Zbyszek Bołoz,  Gienek Tokarczyk i Staszek Ćwikowski, już po raz trzeci z rzędu wygraliśmy eliminacje, uzyskując prawo do reprezentowania naszego województwa w:

V Ogólnopolskim Wiosennym Rajdzie OHP Gorzów Wielkopolski 7-9 maja 1978r.

Tym razem jechaliśmy pociągiem tylko 22 godziny! Wyjechaliśmy z N. Sącza 6 maja o godz. 8, a do Krzyża gdzie był start do  rajdu,  dotarliśmy o godz. 6 dnia następnego. Ponieważ byliśmy bardzo zmęczeni podróżą, a rozbijanie namiotów na czas mieliśmy opanowane do perfekcji, więc sprawnie rozłożyliśmy je w krzakach niedaleko  stacji PKP w Krzyżu.  Po 2 godzinach snu zwinęliśmy obozowisko i udali na punkt startowy trasy rajdu:Krzyż- Łakacz- St. Bielice- Drawiny- Zagórze- Dziuplina- Długie.O godzinie 9 wyruszyliśmy na trasę. Nasze stroje nie pozostawiały wątpliwości skąd jesteśmy, bo wszyscy na głowach mieliśmy góralskie kapelusze, oczywiście z orlim piórem, w ręku każdy dzierżył ciupagę, na nogach mieliśmy trepy wojskowe, a na sobie bluzy „ moro”. Muszę przyznać , że prezentowaliśmy się okazale. Na trasie „ loło jak z cebra”, więc konkursy były na mecie. To żeśmy wygrali piosenkę rajdową raczej nie było niespodzianką, bo chłopcy byli wprawdzie muzykami- samoukami, ale we krwi mieli nasze melodie sądeckie, do których układaliśmy słowa piosenek rajdowych i to na każdy rajd inną, a ponadto też pięknie śpiewali na głosy, co wynieśli z domu rodzinnego. Ale zwycięstwo w konkursie krajoznawczym , z wiedzy n/t Wielkopolski, w którym reprezentował nas „Jantek” czyli Władek Leśniara, było dla nas samych dużym zaskoczeniem. I wreszcie werdykt jury:I miejsce wśród drużyn męskich i puchar Komendanta Głównego OHP przypada  reprezentacji województwa nowosądeckiego. Ogromna radość, bo zdobyliśmy ten puchar po raz drugi.

 

Krynica, 19-20 kwietnia 1979r. Eliminacje wojewódzkie do VI Ogólnopolskiego Rajdu OHP.

Tym razem był to dwudniowy rajd na trasie: Krynica- Czarny Potok- Jaworzyna Krynicka- Dolina Czarnego Potoku. Po odpowiednich przygotowaniach  pojechaliśmy do krynickiego hufca, skąd udaliśmy się na trasę rajdu tym razem w składzie 4+1 czyli Gienek Tokarczyk, Czesiek Zieliński, Gienek Kądziołka, Gienek Stelmach i moja skromna osoba. Nocleg był tym razem w schronisku na Jaworzynie. A konkursy? Piosenka tym razem kiepsko, ale marsz na azymut i konkurs krajoznawczy – super! Pomimo, ze mieliśmy godnych rywali z drugiego sądeckiego hufca, z którymi walczyliśmy do samego końca o zwycięstwo. Udało się to nam po raz czwarty, więc jedziemy na kolejny ogólnopolski rajd, tym razem na Mazury.

W tym miejscu wypada mi wspomnieć kolegę Bogdana Wrońskiego- członka kadry z drugiego nowosądeckiego hufca  na os. Millenium, wytrawnego turystę, wspaniałego człowieka , kolegę i oddanego OHP-owskiej młodzieży wychowawcę, propagującego wśród niej idee krajoznawstwa, zamiłowanie do przyrody i zabytków. Prywatnie również znakomitego pszczelarza, z którego doświadczenia wiele skorzystałem i zaraziłem się  bakcylem pszczelarstwa. Niestety Bogdan niespodziewanie dla nas zmarł. Niedługo minie 30 lat.

 

VI Ogólnopolski Rajd Wiosenny OHP  Olsztyn 18-20.05.1979 r.

W dniu 16 maja o godz. 21, reprezentacja województwa nowosądeckiego w składzie 6 „juhasów”   tj: Gienek Tokarczyk, Gienek Stelmach, Czesiek Zieliński, Rysiek Szabla
i Heniek Kądziołka, pod opieką „bacy” Piotra Urbańskiego, wyjechała z Nowego Sącza pociągiem do Olsztyna, gdzie dotarliśmy w dniu 17 maja o godz. 19.30. a następnie pojechaliśmy do miejsca startu rajdu, czyli miejscowości Jonkowo, gdzie przybyliśmy o godz.21.30 ! Bardzo zmordowani rozbiliśmy namioty przy Szkole Podstawowej, gdzie spotkaliśmy wcześniej przybyłe drużyny, z którymi zaprzyjaźniliśmy się podczas poprzednich rajdów. Szczególnie ucieszyła moich chłopców obecność koleżanek z województwa wałbrzyskiego. W dniu 18 maja wyruszyliśmy na trasę rajdu która wiodła z: Jonkowa- przez Warkały- Gutkowo do Olsztyna. Udział w rajdzie rozpoczęliśmy sukcesem czyli I miejscem w konkursie piosenki rajdowej, ale w konkursie wiedzy turystycznej nie było już tak dobrze, bo przypadło nam dopiero VI miejsce. Nasz totem i kronikę rajdową oceniono dobrze. Po przybyciu na metę rajdu w Olsztynie w dniu 20 maja, wzięliśmy  jeszcze udział w dwu godzinnym czynie społecznym na rzecz miasta, a wieczorem w uroczystym apelu z udziałem władz Olsztyna. Rywalizację w VI Ogólnopolskim Rajdzie Wiosennym OHP zakończyliśmy zajęciem III miejsca w klasyfikacji generalnej rajdu  wśród  drużyn męskich i zdobyliśmy puchar RW FSZMP w Olsztynie.

 

Czorsztyn , 18-19 maja 1980. Eliminacje do VII Ogólnopolskiego Rajdu Wiosennego OHP.

Trasa rajdu była przepiękna i wiodła z Krościenka n/D- Sokolica- Czertezik- Trzy Korony-Góra Zamkowa- Okrąglica - Sromowce Niżne do Czorsztyna. Skład naszej drużyny przedstawiał się następująco: Franek Owsianka, Rysiek Szabla, Staszek Brzyski, Adam Czyszczoń i Paweł Stafiński oraz opiekun Piotr Urbański. Nocleg etapowy był w schronisku „ Trzy Korony”. Tym razem nie zakwalifikowaliśmy się do udziału w rajdzie ogólnopolskim, zajmując 3-cie miejsce.

 

Lesko, 18-20 czerwiec 1982 r. IX Ogólnopolski Wiosenny Rajd OHP.

 Po zwycięstwie w eliminacjach wojewódzkich  i odpowiednich przygotowaniach, drużyna naszej „ Bacówki” czyli naszego hufca , reprezentująca województwo nowosądeckie w składzie 4  „juhasów”: Andrzej Żak, Władek Dudczak, Marian Pustułka i Jasiek Zieliński, z „bacą” Tedeuszem Kożuchem na czele, wyjechała w dniu 16 czerwca o godz. 23.30, pociągiem z Nowego Sącza do Sanoka.  Dwuetapowa  trasa rajdu : Sanok- Bezmiechowa- Lesko, wiodła pięknymi, zalesionymi , ale trudnymi szlakami. W konkurencjach rajdowych poszło bardzo dobrze, bo nasza kronika została oceniona najwyżej, totem zdobył maksymalną ilość punktów, w konkurencji sprawnościowej przypadło nam I- sze miejsce, a w konkursie krajoznawczym II lokata. O ostatecznym wyniku w klasyfikacji generalnej zadecydował konkurs piosenki turystycznej, na którym nasze piosenki z własnymi tekstami, wzbudziły aplauz widowni, domagającej się bisów. Jednakże komisja konkursowa zdyskwalifikowała  naszą drużynę za to , że nie zaśpiewała piosenek ze śpiewnika rajdowego, a własne. Werdykt ten spotkał się z protestami widowni, bo nasi chłopcy byli świetni w czasie konkursu i zjednali sobie sympatię publiczności i innych drużyn. I to zadecydowało, że ostatecznie w klasyfikacji generalnej rajdu zajęliśmy II miejsce, przegrywając z zespołem ze Szczecina. Oczywiście duży sukces, ale pozostał  niedosyt, bo zwycięstwo było blisko.

W tym miejscu chciałbym wspomnieć jeszcze jednego kolegę- Tadeusza Kożucha, człowieka z pasją ,zapalonego turystę, żeglarza i wędkarza, a przede wszystkim oddanego młodzieży OHP-owskiej wychowawcę. Tadek był tzw. „ złotą rączką”, czyli potrafił zrobić prawie wszystko. Jako przykład, przypominam sobie jak w latach 90, kiedy nie było jeszcze komputerów i drukarek, a środków na działalność wychowawczą było „ tyle co kot napłakał”, własnoręcznie wykonywaliśmy z kadrą mojego hufca dyplomy na regionalne zawody „ O złoty liść jesieni”. Pomysłowość Tadka przy tym była nieoceniona. Albo jak urządził małe ZOO  w piwnicy 6-31 ŚHP w Nowym Sączu, gdzie były węże, szczury, myszki, żabki, żółwie, króliki, rybki i  jeszcze inne zwierzątka, Jak on się nimi opiekował.Nie zapomnę też, jak uczył mnie i kolegów podstaw wędkarstwa, wykonywania sztucznych przynęt, much i woblerów. Tadeusz posiadał stopień sternika jachtowego. Od niego nauczyliśmy się żeglować po Jeziorze Rożnowskim na „ Omegach” czy „Conradach” .Tadek był i jest wspaniałym kolegą. Przepracował w OHP ponad 30 lat i obecnie przebywa na OHP-owskiej emeryturze.

Teraz  znowu wracam wspomnieniami na trasy rajdowe, ale 15 lat później.

 Szczawnica,13-14.06 1997 r. Wojewódzki Rajd OHP „Wiosna 97”

Trasa rajdu wiodła ze Szczawnicy-Jaworki- Wąwóz Homole- Wysoka- Obidza- Sucha Dolina – Kosarzyska / Stanica harcerska/. Komandorem rajdu był Kazimierz Cabak – pedagog wojewódzki.Drużyna „Traperzy” w składzie:  Rafał Tokarczyk, Mariusz Bieryt, Józek Barnowski i Grzesiek Fiut oraz  opiekun Piotr Urbański walczyła o prawo reprezentowania województwa nowosądeckiego w Rajdzie Ogólnopolskim. A więc były konkursy: wiedzy sanitarnej, wiedzy turystycznej oraz na wykonany podczas rajdu totem. Było jeszcze wspaniałe ognisko podczas którego prezentowaliśmy programy artystyczne, które przeciągnęło się do bladego świtu.Na podsumowaniu okazało się , że zajęliśmy I miejsce
ex quo z drużyną  sympatycznych dziewcząt z Jabłonki i zakwalifikowaliśmy się do udziału w Rajdzie ogólnopolskim OHP.

 

Ogólnopolski Rajd OHP „Olsztyn k/ Częstochowy – 97”

Trasa rajdu wiodła szlakami Jury Krakowsko- Częstochowskiej”: Złoty Potok- Janów – Zerębice - Olsztyn. Drużyna w składzie : Mariusz Bieryt, Fiut Grzesiek, Józek Barnowski  i Rafał Tokarczyk wzięła w rajdzie udział pod opieką  pani Barbary Citak.- wychowawczyni w naszym hufcu uczestnicząc  w grach sportowo- rekreacyjnych i konkursach z różnym powodzeniem.  Poza tym w  programie rajdu było zwiedzanie Jasnej Góry w Częstochowie, pokazy wschodnich sztuk walki, mecz piłki nożnej w wykonaniu dziewcząt, a pod zamkiem występy w znanych artystów: Edyty Bartosiewicz, Roberta Gawlińskiego, Urszuli i Maryli Rodowicz.

                       

Przytoczone i opisane przeze mnie rajdy, to tylko te najważniejsze, ale było wiele innych, które dały nam też wiele radości i przeżyć. Warto było zachęcać młodzież do udziału w nich, bo przysporzyło to mnie osobiście satysfakcji.  Największa jednak jest wtedy, gdy czasami dorośli już ludzie, ojcowie a nawet dziadkowie, odwiedzają nas w hufcu  i oglądając stare zdjęcia i kroniki , stwierdzają, że to co przeżyli było piękne i zostanie im w pamięci na całe życie.

Niektórzy wspominają, jak po powrocie z rajdów czy wycieczek, w niedzielę wieczorem, zmęczeni ale bardzo ciekawi,  jak udały się zdjęcia, szli do hufcowej ciemni fotograficznej gdzie  „wywoływaliśmy ” błony fotograficzne, przewijając je własnoręcznie, po ciemku w kuwetach z kwasami, a następnie suszyli.  Jeszcze nie dysponowaliśmy koreksem, lampą ciemniową czy suszarką do zdjęć. Ile było satysfakcji , że zdjęcia się udały i rano można je było pokazać jeszcze „ cieplutkie” kolegom.

 Ze śmiechem wspominają, jak „dobrze” się odżywialiśmy na turystycznych szlakach. Gdy  zabrakło konserw, cukru, zupek w proszku czy kisielu, to jedliśmy chleb z dżemem popijając oranżadą w proszku rozcieńczoną wodą z potoku, a gdy i tego zabrakło,  to jedliśmy jagody.

 W czasie jednej z wypraw dotarliśmy wieczór do Tęgoborzy nad Jeziorem Rożnowskim. Wybraliśmy na obozowisko pierwsze lepsze miejsce i rozbijaliśmy nowe, jeszcze nie używane namioty po ciemku, więc zamiast założyć tropiki prawidłowo, założyliśmy je na odwrót, skutkiem czego do namiotu nie można było normalnie wejść, ale trzeba się było wczołgiwać. Było z tego wiele śmiechu , gdy wstaliśmy rano i oglądaliśmy swoje dzieło.

Ogólnopolskie rajdy wiosenne OHP stwarzały młodzieży możliwość poznania geografii i kultury różnych regionów naszego pięknego kraju. Junacy i junaczki wędrując wspólnie po rajdowych szlakach, mieli możliwość poznania się, zawarcia  przyjaźni i wzajemnego wspierania się. Wiele razy widziałem jak chłopcy nosili za dziewczyny namioty i plecaki , a dziewczyny w zamian coś zszywały lub malowały rysunki np. w kronikach rajdowych.

 W tych jubileuszowych wspomnieniach przywołałem pamięć o ludziach, którzy wiele lat przepracowali z naszą OHP-owską młodzieżą, którzy oddali jej nie tylko swój czas, ale i serce. Kiedy wędrowałem pamięcią po dawnych rajdowych szlakach, wertując pożółkle karty kronik i stare fotografie z rozrzewnieniem i nostalgią wspominałem spotkanych tam ludzi, a zwłaszcza naszą wspaniałą młodzież- junaków, uczestników tamtych wydarzeń.

I jeszcze na koniec refleksja- piszcie kroniki , bo może komuś się przydadzą, a może i Wam?

 

Piotr Urbański – wychowawca 6-33 ŚHP w Nowym Sączu

 

 

Ilość odsłon:
© 2018 MWK OHP