Wędrujący górski hufiec Kazka.



Zanim przejdę do tematu tych wspomnień chciałbym przypomnieć sytuację, w jakiej znalazły się Ochotnicze Hufce Pracy na przełomie lat 1980/ 1990. Duże firmy państwowe, zatrudniające junaków OOC i  uczestników OHP zostały sprywatyzowane lub zlikwidowane. Uległy też likwidacji Oddziały Obrony Cywilnej w OHP. W niektórych miejscowościach województwa nowosądeckiego jak Zakopane, Nowy Targ, gdzie wcześniej były duże stacjonarne hufce pracy, a później Oddziały OC. Po ich likwidacji hufce nie powstały do dnia dzisiejszego.
Od roku 1982 Wojewódzką Komendą OHP w Nowym Sączu kierował Józef Citak, człowiek doświadczony, mądrze kierujący powierzoną jednostką, ponadto lubiany szef, cieszący się dużym autorytetem wśród naszej kadry,  który jako jeden z nielicznych cywilnych komendantów wojewódzkich w kraju, zachował stanowisko w okresie kiedy w Ochotniczych Hufcach Pracy funkcję Komendanta Głównego pełnili generałowie LWP, a funkcje zastępców i komendantów wojewódzkich w większości oficerowie LWP. Komendant Citak prowadził mądrą politykę wspierając tworzenie nowych hufców, tak w w/w okresie, jak i po rozwiązaniu Oddziałów OC, kiedy wydawało się, że OHP przestanie istnieć. Oddziały OC były wtedy ważną formą działania OHP w kraju. Gdy je rozwiązano, Ochotnicze Hufce Pracy dzięki utworzonym hufcom, nadal miały pod opieką młodzież i doświadczoną kadrę, więc nie było luki w ich działalności dydaktycznej oraz wychowawczej.
W obszarze działania nowosądeckiej komendy wojewódzkiej, jeśli powstawały hufce, to były to formy bez zakwaterowania tzw. dochodzące i przy niedużych, prywatnych przedsiębiorstwach. Już w roku 1984 komendant Citak poparł utworzenie 24-7D OHP przy Społecznym Przedsiębiorstwie Budowlanym w Nowym Sączu przez komendanta Władysława Sowę, a w roku 1985 zaakceptował także utworzenie 24-10D OHP w Nowym Sączu, przy Nowosądeckim Kombinacie Budowlanym, który zorganizowałem i prowadziłem przez kilkanaście lat. Na przełomie lat 1980/90 bardzo szybko powstały dalsze  jednostki  „ bez zakwaterowania”. Głównie w nich cywilna kadra wychowawcza ze zlikwidowanych OOC znajdywała zatrudnienie. Pośród kadry wychowawczej byli w regionie nowosądeckim ludzie, którzy nie bali się nowych wyzwań i trudności. Nie czekali, aż im ktoś coś zaproponuje, ale sami wychodzili z konkretną inicjatywą do przełożonych o utworzenie jakiejś jednostki.
Sami załatwiali sprawy związane ze znalezieniem odpowiednich obiektów dla hufca, pracodawców chętnych zatrudnić młodzież, ale i mogących ponieść część kosztów związanych z działalnością hufca. Powstały więc hufce dochodzące w Nowym Sączu:   - 24-3 OHP przy Sp. Mleczarskiej i przy Zakładach Gastronomicznych. Komendant Jadwiga Marzec, 24-8 OHP przy Zakładach Gastronom. Komendant Marta Gajdosz, OHP przy PKS. Komendant Paweł Lupa, OHP przy PBK Nowy Sącz. Komendant Kazimierz Potoczek, OHP przy Spółdzielni „Twórczość” . Komendant Stanisław Mróz, OHPprzy Zakładzie Bud. „Społem” . Komendant Tadeusz Kożuch, OHPprzy Tartaku. Komendant Jerzy Grabowski w Grybowie, OHPprzy „Stolbudzie” w Skomielnej Białej – OHPprzy Zakładzie Naprawy Samochodów.
Zgodnie z ówcześnie obowiązującymi umowami o działalność hufców, to firmy miały obowiązek zabezpieczyć warunki do ich działalności, a więc lokal z wyposażeniem biurowym na komendę hufca, media,  telefon. Tak miało być , ale w praktyce to było bardzo różnie, bo same często nie dysponowały odpowiednimi do własnych potrzeb pomieszczeniami, często je wynajmując.
W latach 90-tych Komendant Józef Citak wsparł propozycje i działania takich ludzi, jak Jadwiga Marzec , Marek Marzec i  Stanisław Mróz w Nowym Sączu oraz Marta Augustyn w Skomielnej Białej, którzy wystąpili z propozycją przekształcenia założonych przez nich hufców dochodzących w środowiskowe hufce pracy, znaleźli odpowiednie pomieszczenia, doprowadzając je do użyteczności, własną i kadry pracą, załatwiając materiały i narzędzia
od pracodawców lub korzystając z własnych. W/w hufce powstały nie bez trudności i dużym wysiłkiem kadry. Utworzenie hufców środowiskowych, znacznie poprawiło warunki pracy kadry i prowadzenia działalności edukacyjno-wychowawczej w tych jednostkach OHP.
Wybaczcie być może ten zbyt obszerny wstęp, ale wydaje mi się za istotne, aby przedstawić nieco sytuację hufców i kadry OHP w regionie nowosądeckim w minionym okresie. Wydaje mi się to ważne także dla podkreślenia wyjątkowości tego,  czego dokonał komendant Kazimierz Potoczek. Kazek był znany z niekonwencjonalnego działania, odwagi i poświęcenia. Jak coś robił, to z pełnym zaangażowaniem i z sercem. Przypominam sobie, jak będąc inspektorem w nowosądeckiej komendzie wojewódzkiej OHP zorganizował  w latach 80-tych, rajdy piesze, spartakiady zimowe, imprezy sportowo- rekreacyjne czy kulturalne np. w ramach OPATA / Ogólnopolskiego Przeglądu Amatorskiej twórczości Artystycznej OHP/,gdzie wszystko było dopięte i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, ze wspaniałą oprawą i nagłośnieniem oraz obsługą medialną. Później w 24-2 OOC w Nowym Sączu, gdzie byliśmy z-cami komendanta, świetnie się nam współpracowało i bardzo dobrze się uzupełnialiśmy. Tak samo było, gdy po 16 latach, tj. w r. 2001 połączyliśmy hufce: 6-34 w Starym Sączu kierowany przez Kazka z 6-32 w Nowym Sączu którym ja kierowałem  tworząc na bazie starosądeckiej jednostki środowiskowy hufiec pracy.
Komendant Potoczek mógł sobie spokojnie prowadzić hufiec dochodzący  w Nowym Sączu. On jednak nie lubił siedzieć spokojnie. Wymyślił więc, że utworzy hufiec stacjonarny i to w górach. Znalazł przedsiębiorcę Stanisława Mardułę, prowadzącego Firmę Budowlaną w Moszczenicy k. Starego Sącza, który wykonywał  m. innymi prace przy rozbudowie schroniska górskiego na Przehybie,  gotowego zatrudnić młodzież w celu nauki zawodu,
a przy tym zapewnić jej zakwaterowanie, wyżywienie i możliwość dokształcania. Kazek podjął się organizacji w/w hufca werbując ponad 40 uczestników. I tak od IX 1991 roku, rozpoczął działalność stacjonarny OHP 24-4 „S” na Przehybie w Beskidzie Sądeckim, najwyżej położony hufiec w Polsce, bo na wysokości 1150 m. n.p.m. Uczestników, zakwaterowano w gościnnym obiekcie schroniska kierowanego przez ś.p. Jana Bielaka wspaniałego przewodnika i ratownika GOPR. Młodzież wykonywała prace budowlane przy rozbudowie w/w schroniska. Kadrę hufca stanowili: Kazimierz Potoczek – komendant HP oraz Czesław Gomółka- wychowawca. Na początek problemów nie brakowało, w tym również wychowawczych, bo do hufca zgłosiła się także młodzież z zagmatwanymi życiorysami. Można sobie wyobrazić, jaka odpowiedzialność ciążyła na kadrze hufca,
a zwłaszcza komendancie.
Jak w takich warunkach zapewnić młodzieży możliwość kształcenia? Przecież to góry, brak komunikacji, odległość od szkół. Kazek i na to znalazł sposób Porozumiał się z dyrektorami Zespołu Szkół Budowlanych w Nowym Sączu mgr inż. Mieczysławem Aleksandrem oraz  mgr inż. Czesławem Grzesiakiem, dzięki których życzliwości i pomocy dostosowano program Zasadniczej Szkoły Zawodowej specjalnie dla uczestników OHP tak, że mogli oni uczęszczać do szkoły w miesiącach od późnej jesieni do wczesnej wiosny, gdy na Przehybie panowały warunki pogodowe uniemożliwiające prace budowlane Natomiast praktykę mogli odbywać  od kwietnia do października, kiedy pogoda pozwalała na prowadzenie takich prac.
Przez Przyhybę przewijały się setki turystów, nieraz osób bardzo ciekawych , zasłużonych i znanych. Komendant Potoczek skwapliwie to wykorzystywał i zapraszał na spotkania z uczestnikami. Kiedyś zaprosił na spotkanie z nimi prezesa Oddziału PTTK w Nowym Sączu pana Stenderę, byłego żołnierza oddziału partyzanckiego AK - Juliana Zubka, słynnego „ Tatara” , który brał udział w walkach z Niemcami na tym terenie. Opowiedział on chłopcom o tamtych wydarzeniach oraz pokazał miejsca gdzie pochowano poległych partyzantów, a gdzie żołnierzy niemieckich. A niezapomniana nocna wyprawa z pochodniami do pomnika poległych partyzantów na Hali Koniecznej? Były to piękne lekcje historii. 
Niestety wydarzyło się nieszczęście, gdyż 17 grudnia 1991 roku schronisko na Przehybie prawie doszczętnie się spaliło. Na szczęście prace przy  nowo wybudowanym, murowanym budynku zwanym „ Jaśkówką” były bardzo zaawansowane, więc szybko go ukończono i wyposażono, tak że od wiosny 1992 roku obiekt mógł przyjmować turystów. Była tam kuchnia, stołówka i miejsca noclegowe. Tam też zakwaterowano uczestników hufca. Ponieważ nastąpiła zmiana wykonawcy robót przy odbudowie spalonego schroniska, podpisano nową umowę o działalność hufca stacjonarnego pomiędzy WK OHP w Nowym Sączu, a  Przedsiębiorstwem „ ARTI” z Zakopanego. Firma ta wykonywała prace budowlane na różnych tatrzańskich i beskidzkich  obiektach należących do PTTK, miała doświadczenie, sprzęt oraz ludzi ,więc prace ruszyły i pomimo trudnych warunków postępowały. Uczestnicy hufca pracowali  przy odbudowie schroniska. Jednak pod koniec budowy, gdy stanęły ściany i więźby dachowe, a zapotrzebowanie na pracowników było mniejsze, komendant Potoczek na prośbę właściciela firmy, udał się z większością uczestników w Tatry, do schroniska „Murowaniec” na Hali Gąsienicowej / 1500 m. n.p.m./, pozostawiając na Przehybie, niewielką grupę pod opieką wychowawcy Cz. Gomółki., wspieranego przez kierownika budowy z firmy zatrudniającej młodzież.
W Tatrach zakwaterowano uczestników w jednym z 3 domków przy w/w schronisku. Chłopcy byli bardzo zadowoleni, bo warunki mieszkalne i wyżywienie były dobre. Byli tam zatrudnieni przy pracach z związanych z modernizacją oczyszczalni ścieków.  Praca była ciekawa i  nieźle opłacana.
Wiadomo , że Tatry to obszar Tatrzańskiego Parku Narodowego i dzikiej zwierzyny tutaj nie brakuje. Rano i wieczorem podchodziły czasem pod schronisko różne zwierzęta np. stadka dzików, sarny czy jelenie, szukające odpadków jedzenia, obierek ziemniaków itp. Otóż pewnego letniego wieczoru, po kolacji, siedzieli chłopcy wraz z Kazkiem w swoich pomieszczeniach, gdy nagle przez otwarte okno wsunął się rogaty łeb młodego jelenia, który zwabiony pewnie możliwością zdobycia resztek jedzenia, przyszedł „ z wizytą” , pokręcił pyskiem, beknął i czmychnął w krzaki. Zaskoczenie było totalne, a później wesołości  co nie miara.
Albo inne zdarzenie - „ z dreszczykiem”. Było to też wieczorem.
Do schroniska na Hali Gąsienicowej wpadł zdyszany i  bardzo wystraszony chłopak, twierdząc , że spotkał na drodze niedaleko schroniska niedźwiedzia. Ratownicy GOPR potwierdzili, że rzeczywiście ostatnio widywano na tym terenie niedźwiedzicę  i przestrzegali, żeby zachować ostrożność.
Uczestnicy hufca byli też zatrudniani  w zależności od potrzeby na różnych obiektach PTTK w Zakopanem oraz  w Morskim Oku, przy remoncie i modernizacji schroniska / 1405 metrów n.p.m. /. Potem jeszcze odbywali praktyki remontując Schronisko na Starych Wierchach w Gorcach. Ponieważ Firmie „ARTI” skończyły się kontrakty na roboty przy obiektach  PTTK, Kazek znalazł nowego pracodawcę chętnego zatrudnić uczestników hufca stacjonarnego i w roku 1996 przeniósł hufiec w okolice Starego Sącza. Był to Wojewódzki Zakład Usług Wodnych w Starym Sączu, a następnie  w Firma „STAR-TUR” w Myślcu n. Popradem, gdzie uczestnicy kontynuowali praktyczną naukę zawodu i byli zakwaterowani do roku 1998.
Od roku 1999 została zawarta umowa o działalność stacjonarnego hufca z Firmą Stolarską Ryszarda Śledzia w Starym Sączu, a uczestnicy w dalszym ciągu uczęszczali na zajęcia w Zespole Szkół Budowlanych w Nowym Sączu i w tej  firmie kontynuowali praktyczną naukę zawodu.
W marcu 2001 roku zakończył działalność wędrujący, górski hufiec komendanta Kazimierza Potoczka. Podobno był to w tym czasie, jedyny stacjonarny hufiec w kraju. Pozostali uczestnicy stanowili zaczyn nowego hufca tj. 6-34 ŚHP, który jak już wspomniałem powstał z połączenia hufca starosądeckiego z nowosądeckim.
Do dnia przejścia na zasłużoną „OHP-owską” emeryturę w roku 2006, Kazek kierował 6-34 Środowiskowym Hufcem Pracy w Starym Sączu. Obecnie mieszka sobie na Kunowie, skąd roztaczają się piękne widoki na Kotlinę Sądecką , pasma Beskidu Sądeckiego, no i jego ukochaną Przehybę. Strzyże trawkę wokół domu, bawi wnuki i spogląda z góry na Sącz. Kiedy go odwiedziłem, wspominając swoją niemal 30 letnią pracę w OHP stwierdził, że  jest zadowolony z tego co robił i czego dokonał,  mówiąc: „ Wiesz co Piotrek. Zastanawiam się jak mi się to wszystko szczęśliwie udawało? Chyba dzięki temu, że człowiek był młodszy. Jednak  największą satysfakcję mam wtedy, kiedy zaczepiają mnie w różnych miejscach jacyś dorośli ludzie, poznają mnie po kilkunastu latach, witają się ze mną  i  pamiętają, że hufiec był dla nich domem, a nieraz także ratunkiem”.


Piotr Urbański- wychowawca 6-33 ŚHP w Nowym Sączu

 

Ilość odsłon:
© 2018 MWK OHP