„Trudne  początki  6-33 Środowiskowego Hufca Pracy w  Nowym Sączu - fundamentem obecnie największego hufca w Małopolsce”
 


To był rok 1993, po transformacji ustrojowej znikały hufce działające przy dużych zakładach prac. Wtedy głośno mówiło  się o likwidacji OHP. Komendant Wojewódzki Józef Citak poszukując nowych rozwiązań zdecydował o utworzeniu hufca opartego na nowych zasadach. Zadanie to powierzył  mojej żonie Jadwidze, którą powołał na komendanta i mnie. Hufiec otrzymał numer 24-3 , który po reorganizacji województw został zmieniony na 6-33. Początki były bardzo trudne. Zaczynaliśmy w dwójkę od zera. Powstawał zupełnie nowy hufiec oparty wyłącznie na kształceniu kursowym w ramach rzemieślniczej nauki zawodu. Adresatami miała być  młodzież , która nie dostała się do szkół zawodowych. Trzeba było zacząć i budować wszystko od początku, czyli pozyskać pracodawców, zrobić nabór, przygotować programy kursów i zatrudnić wykładowców. To były bardzo pracowite i pełne niespodzianek miesiące. Nauka zawodu trwała 3 lata i kończyła się egzaminem na tytuł czeladnika zdawanym przed Komisją Izby Rzemieślniczej. Głównym założeniem było, że wszystkie koszty szkolenia uczestników pokrywać będą pracodawcy. Budżet OHP nie przewidywał takich wydatków.
Od września ruszyły 2 grupy wychowawcze –jedna  kuchmistrzów licząca 22 osoby , którą prowadziła żona i moja 13 osobowa masarzy. Kłopot był taki, że na starcie nie mieliśmy nic, nie wspominając o własnym pomieszczeniu. Nikt z pracodawców nie był w stanie nam zapewnić  pomieszczenia biurowego, a tym bardziej sali wykładowej. Dostaliśmy taki maleńki pokoik przy Komendzie Wojewódzkiej, w którym mieściło się jedno małe biurko i dwa krzesła… w   sali konferencyjnej uczyła się młodzież.
W 1996 roku nasz Hufiec liczył już 115 uczestników (88 kuchmistrzów i 27 cukierników).  To były 4 grupy wychowawcze, a my  byliśmy już kilkuosobowym zespołem wychowawczym. Niestety  tak „rozrośliśmy się”  ,że nie mogliśmy już korzystać z sali przy Komendzie Wojewódzkiej. Młodzież uczyła się przez 4 dni w tygodniu, to były 4 grupy kursowe i w Komendzie   było za ciasno. I tu pojawiły się schody. Nie mieliśmy się gdzie podziać. Nie mieliśmy ani biura, ani sali wykładowej, ani pieniędzy. Nie brakowało tylko nam i całej kadrze pomysłów, inicjatywy i determinacji.
Zlitował się nad nami Piotr Jeż – szef stołówki przy Urzędzie Wojewódzkim  , pozwolił nam  umieścić biurko w korytarzu pomiędzy szatnią, a stołówką. Tam też postawiliśmy małą  szafkę na nasze dokumenty. Korzystaliśmy z jego telefonu ( nie było telefonów komórkowych) i pracowaliśmy na zmianę, narady robiliśmy w sali przy Komendzie Wojewódzkiej albo, gdzie się dało . W końcu udało mi się  „załatwić” salę wykładową w Klubie Sportowym „Start” .To był kolejny bardzo trudny rok. Byliśmy hufcem bez adresu, mówiło się o tym ,że nas przyłączą do innej jednostki. Mieliśmy trudne warunki lokalowe, ale na wysokim poziomie działalność wychowawczą. Zawsze wychowanek był dla nas na pierwszym miejscu. Pracodawcy pokrywali nam nie tylko koszty kursowe, finansowali również działalność wychowawczą, organizowaliśmy wycieczki i dbaliśmy o młodzież. Pracodawcy bardzo to cenili, oni nas za to szanowali. Tworzyliśmy wspólną rodzinę.  Praktycznie nigdy nam nie odmawiali. Widzieli naszą pracę ,nasze zaangażowanie. Dzięki nim przetrwaliśmy, oni byli naszym poważnym zapleczem i wsparciem.
Poza tym dbaliśmy o wysoki poziom nauczania i ważną dla pracodawców zdawalność egzaminów kwalifikacyjnych -  to oczywiście była zasługa naszych wykładowców, a przede wszystkim Andrzeja Stawiarskiego i Czesława Krupy .Na  egzaminy zapraszaliśmy przedstawicieli różnych instytucji, z którymi współpracowaliśmy. To była świetna promocja hufca i konieczność chwili. Raz nawet naszym gościem był Komendant Główny OHP – Janusz Lewandowski. Tu też rodziły się kolejne pomysły rozwoju działalności hufca.
Ważnym dla nas wydarzeniem było to, że wreszcie w 1998  roku po długich poszukiwaniach znaleźliśmy miejsce na hufiec w Klubie Sportowym „Dunajec”. Oczywiście pomieszczenia wynajmowaliśmy komercyjnie, a płacili za nie nasi pracodawcy. Tam  mieliśmy swoje biuro, salę wykładową i tam rozpoczęliśmy  działalność środowiskową.
W sali wykładowej po południami organizowaliśmy zajęcia świetlicowe dla dzieci ze środowiska, a w czasie ferii i wakacji półkolonie. Ale aby uzyskać status hufca środowiskowego, trzeba było mieć własną bazę najlepiej przekazaną nieodpłatnie przez władze samorządowe. Wtedy udaliśmy się na spotkanie z Prezydentem Miasta. Delegację stanowili Wojewódzki Komendant Józef Citak, moja żona  i ja. Chcieliśmy przekonać Prezydenta i władze miasta, że nasza działalność znacząco uzupełnia wychowawczo-profilaktyczne potrzeby środowiska lokalnego i prosiliśmy o przekazanie lokalu  na tę działalność .Ówczesny Prezydent  Miasta Andrzej Czerwiński bardzo uważnie nas wysłuchał po czym – powiedział : „Pokażcie co potraficie, jak się wykażecie , to wrócimy do rozmowy”.
I pokazaliśmy, żona była świetnym organizatorem, zdobywała środki od sponsorów i organizowała mnóstwo imprez, umiała też sprzedać naszą działalność do mediów. Zdobyliśmy taką  przychylność władz, że zarówno Starostwo jak Miasto Nowy Sącz poparły  wniosek o utworzenie  hufca środowiskowego, niestety bez przekazania budynku. Bazę naszą nadal stanowiły wynajmowane pomieszczenia w KS „Dunajec”, które nadal finansowali pracodawcy.
30 sierpnia  1999 Komendant Małopolskiej Wojewódzkiej Komendy OHP  w Krakowie  Zdzisław Bajrak po uzyskaniu zgody Komendanta Głównego OHP,  powołał w miejsce istniejącego Hufca Pracy 6-33,  Środowiskowy Hufiec Pracy o tym samym numerze. Mogliśmy odetchnąć z ulgą , wreszcie nie musieliśmy zabiegać o środki na czynsz, telefon, umeblowanie, bo na to znalazły się pieniądze budżetowe.
Kwitła nasza działalność środowiskowa, a  potem do tego doszła wymiana z IB z Lipskiem w ramach PNWM, która trwała przez pięć lat. Był to bardzo ciekawy okres wymiany doświadczeń zawodowych zarówno młodzieży jak i wychowawców, podczas której uczyliśmy się nowej Europy. Niestety , jak zawsze, obok sukcesów pojawiały się też problemy. Częste zmiany adresu i „nasza bezdomność” niekorzystnie odbiła się na rekrutacji, mieliśmy kłopoty z naborem. I wtedy pojawił się pomysł stworzenia grupy wychowawczej w Limanowej. Wejście na rynek limanowski i przekonanie do OHP pracodawców w tamtych czasach też nie było łatwe. Dużo pomogła nam pani Maria Szkarłat obecna dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Limanowej.
W niedługim czasie -w 2001 roku -  nastąpiło ukoronowanie naszych trudów, zmagań,  starań i wieloletniej tułaczki. Miasto Nowy Sącz przekazało OHP  w formie nieodpłatnego użyczenia budynek przy ul. Lwowskiej 71. Oczywiście nie stało się to wyłącznie za sprawą naszej działalności, ale przede wszystkim  w wyniku wieloletnich starań nieżyjącego już Kazimierza Cabaka, naszego kolegi, a wówczas  wiceprzewodniczącego Rady Miasta Nowego Sącza. Po raz kolejny zmieniliśmy nasz adres , ale jaka  towarzyszyła nam  radość.Nareszcie u siebie!!!
Czasu było mało, bo przekazanie budynku nastąpiło tuż  przed rozpoczęciem roku szkolnego. Cała kadra z entuzjazmem włączyła się w ogrom prac adaptacyjnych , które w większości wykonaliśmy sami. Pracowaliśmy chętnie po kilkanaście godzin dziennie. Na uroczyste otwarcie budynku przybyło mnóstwo gości, był też nowo wybrany poseł Andrzej Czerwiński, który wcześniej jako prezydent przekazał nam lokal, z-ca Komendanta Głównego, a obecnie Komendant Główny OHP  Marian Najdychor , Wojewódzki Komendant OHP – Zdzisław Bajrak,  władze miasta i starostwa.
Na Lwowskiej „ rozwinęliśmy skrzydła”. Działała świetlica środowiskowa „Dom pod orzechem” , środowiskowa drużyna harcerska, organizowaliśmy imprezy otwarte dla środowiska „Kolorowe Dni” z okazji Dzień Dziecka, Mini Jesienne Spartakiady Sportowe, 2  a nawet 3 półkolonie dla różnych grup wiekowych  w czasie wakacji i obowiązkowo jedną w czasie ferii zimowych. To był złoty okres dla działalności środowiskowej, środki na działalność na podstawie złożonych projektów otrzymywaliśmy od miasta.  Wiele udało się dzięki pracującej do dzisiaj kadrze wychowawczej , która rozumiała aktualne potrzeby i wyzwania przyjmując dodatkowe obowiązki: sprzątaczy, palaczy CO, administratorów, konserwatorów i „ pielęgniarzy” kilkunastoarowego ogrodu wokół budynku. Nie zaniedbywaliśmy też pracy wychowawczej z naszą młodzieżą. W 2004 roku zajęliśmy I miejsce we współzawodnictwie między hufcowym.
W 2007 roku  nastąpiła kolejna przeprowadzka do byłego internatu Zespołu Szkół Samochodowych przy ul. Rejtana , do budynku przekazanego przez władze miasta w stały zarząd dla OHP. I tu zaczyna  się nowa historia, kiedy do naszego Hufca zostały dołączone kolejne nowosądecki hufce : 6-31   ŚHP i 6-37 HP, a my odeszliśmy na zasłużoną emeryturę. A teraz z radością i satysfakcją patrzymy jak ten hufiec kwitnie i się rozwija .I cieszymy się , że nasza kilkunastoletnia praca nie poszła na marne.


Marek Marzec- wychowawca 6-33 ŚHP Nowy Sącz



 

Ilość odsłon:
© 2018 MWK OHP