„OPOWIEŚĆ O TRZECH BRACIACH”
 



W maju tego roku minie 18 lat mojej pracy w Małopolskich Ochotniczych Hufcach Pracy. Rozpocząłem ją w 17-1 Ośrodku Szkolenia i Wychowania na ulicy Łokietka 205 w Krakowie jako wychowawca w internacie. Pod opieką mieliśmy wówczas ponad 180 uczestników w wieku 15 – 20 lat. Młodzież przychodziła do ośrodka uzupełnić wykształcenie na różnych poziomach. Były to wówczas: Podstawowe Studium Zawodowe, gdzie po szóstej klasie dorośli prawie uczestnicy kończyli szkołę podstawową oraz Szkoła Przyuczająca do Zawodu na poziomie szkoły podstawowej i Zasadnicza Szkoła Zawodowa. Wielu uczestników przyprowadzało potem swoje rodzeństwo, by i oni mogli zdobyć zawód. Bracia Koralowscy (nazwisko i imiona zmienione) przyuczali się do zawodu kucharza oraz ślusarza. Pochodzili z rodziny wielodzietnej. Spośród ośmiorga dzieci właśnie ta trójka trafiła do ośrodka. Motywem zamieszkania w ośrodku była chęć wyrwania się z miejscowości, w której nie mieli perspektyw na naukę – rodzina ze znamionami patologii wykorzystywała wszystkie dzieci do pracy w rolnictwie jako tanią siłę roboczą. Ważniejsze było pójść do pola niż wysłać dzieci do szkoły. Początki w placówce były trudne. Chłopcy dotychczas nie przebywali w warunkach internatowych. Należało ich nauczyć podstaw higieny osobistej – mycia zębów, prania bielizny, toalety porannej i wieczornej.Niekończące się rozmowy na nocnych dyżurach do dziś stają mi przed oczami. Wydawało się, że nic z tego nie będzie. Po wyjazdowych weekendach zdarzało się, że nie wracali do ośrodka. Wtedy wsiadałem w PKS i jechałem na wieś przekonywać ich, żeby jednak nie rezygnowali. Z czasem, Rysiek, Tomek i Piotrek przekonali się do pobytu w internacie. Wtedy zaczęły się problemy z uleganiem wpływom starszych uczestników i próbą zaimponowania. Rysiek zaczął wdychać opary kleju. Tomek zasmakował w nocnym życiu miasta i nie wracał na noc. Piotrek natomiast lubił „skombinować zakupy bezgotówkowe”. Policja znała naszych braci bardzo dobrze, a ja bardzo dobrze znałem i braci i policjantów. Sytuacja taka trwała kilka miesięcy. Na szczęście intensywna praca wychowawców, pedagoga i psychologa ośrodka dała w końcu oczekiwane efekty. W trakcie socjalizacji wykorzystaliśmy ważną zależność. Chłopcy byli bardzo do siebie przywiązani i każda groźba ich przymusowego rozdzielenia skłaniała do zmiany zachowania. W trzecim roku pobytu w placówce chłopcy chętnie uczestniczyli w zawodach sportowych, przychodzili na kółka zainteresowań i aktywnie działali na rzecz społeczności internatowej. Zapomnieli o swoich wybrykach. Pewnego lata dyplomy ukończenia szkoły i zdobycia zawodu odebrało trzech, dobrze przygotowanych do samodzielnego życia braci. Przestrzegali norm społecznych i byli rozsądnymi, młodymi ludźmi. Dziś, o ile wiem, pracują w zawodzie, Piotrek i Tomek są kucharzami w Dublinie, założyli rodziny i mają dzieci. Może, gdyby nie pobyt w Ochotniczych Hufcach Pracy, dziś zasilaliby szeregi bezrobotnych w jakiejś małej podkrakowskiej wiosce.


Jacek Róg- wychowawca 6-5 ŚHP Kraków

Ilość odsłon:
© 2018 MWK OHP