„Pracę w OHP rozpoczęłam od trzymania tacy z odznaczeniami”

 

Z Ochotniczymi Hufcami Pracy jestem związana całe swoje dorosłe życie. Tutaj dojrzewałam życiowo,  doświadczałam sukcesów i porażek. I tu się zestarzałam. Pracę rozpoczęłam 10 kwietnia 1978 roku w  Komendzie Wojewódzkiej OHP w Nowym Sączu na stanowisku inspektora ds. hufców sezonowych. Byłam wówczas młodą 20 – letnią dziewczyną pełną energii i zapału do pracy z zerowym doświadczeniem zawodowym. Jedynie czym mogłam się pochwalić to umiejętności organizatorskie i doświadczenie w działalności społecznikowskiej w organizacjach młodzieżowych (w czasach licealnych byłam członkiem Rady Naczelnej ZHP). Do OHP trafiłam w dobrym okresie , bo tuż przed obchodami 20-lecia powstania instytucji. Doskonale pamiętam tę uroczystość na sądeckim rynku z udziałem Wojewody i wszystkich organów ówczesnej władzy. Junacy w szpalerach zajmowali całą płytę rynku, a po oficjalnych przemówieniach złożyli uroczyste ślubowanie. Potem były wręczane odznaczenia , które osobiście podawałam na tacy ( taki przywilej młodych dziewcząt), jakże to przeżywałam! Biuro Wojewódzkiej Komendy znajdowało się przy ul. Sienkiewicza w małej dobudówce  obok stołówki Przedsiębiorstwa Budownictwa Komunalnego w zaadoptowanym pomieszczeniu mieszkalnym.
Ówczesny Komendant Wojewódzki Andrzej Szczapa zajmował jedno pomieszczenie, a to najmniejsze należało do obsługi księgowo – kadrowej. Jak  można się domyślić wszyscy pozostali, a więc 3- osobowy zespół ds. hufców sezonowych, z kierującym nim Józefem Citakiem, zwany popularnie Akcją Lato,  1- osobowy zespół do spraw hufców stacjonarnych, kwatermistrz i sekretarka  pracowali w jednym niewielkim pomieszczeniu, w którym było kilka krzeseł i 3 biurka. Jak widać warunki jakie zastałam w swojej pierwszej pracy nie wyglądały zachęcająco. Na szczęście w niedługim czasie szef naszego zespołu  postarał się o jeszcze jedne pomieszczenie w głównym budynku PBK i tam mieliśmy już całkiem przyzwoite warunki do pracy. Nasz zespół zajmował się podobną działalnością jak obecnie Młodzieżowe Biura Pracy, organizowaliśmy zatrudnienie dla młodzieży w wieku 15 –18  lat podczas wakacji, zarówno w ramach  hufców wakacyjnych jak i indywidualnego zatrudnienia. Do dziś  spotykam osoby, które z rozrzewnieniem wspominają „Wakacje na własny rachunek”. Współpracowaliśmy z komendami nadmorskimi, bo tam najchętniej chciała wyjeżdżać nasza młodzież. Najczęściej były to ośrodki wczasowe, ale spora grupa młodzieży wyjeżdżała również do PGR –ów w województwie szczecińskim. Nasza Akcja Letnia obejmowała około 3. tyś. osób,  ponad 1000 młodzieży brało udział w hufcach wyjazdowych, około 1000 miejsc przygotowywaliśmy na zgrupowaniach wakacyjnych przyjmując młodzież z innych województw i kilka setek młodzieży zatrudnionych indywidualnie. W  naszym województwie najwięcej miejsc pracy przygotowywało PKP, były to prace przy czyszczeniu torów kolejowych.  Pamiętam zgrupowania w Myślcu  k/ N. Sącza, Chabówce, Zakopanem. I najatrakcyjniejsze  wyjazdy do pracy za granicę. Najbardziej intratne były wyjazdy do NRD zarówno do gospodarstw rolnych jak i pracy na kolei i w budownictwie. W Czechosłowacji – młodzież pracowała w rolnictwie, ale też w zakładach przemysłowych np. ślusarskich. Ile oni zepsuli materiału zanim nauczyli się toczyć łożyska! Były też, wyjazdy  na południe,  na Węgry do pracy przy winnicach i do Bułgarii. Najciekawsze było to ,że  każdą listę imienną na wyjazd zagraniczny trzeba było potwierdzać  w Komendzie Głównej ( tego wymagano na granicy) i tak po pieczątkę na liście trzeba było osobiście jechać do Warszawy. Zdarzało się , że w sezonie czasem nawet dwu-krotnie w ciągu tygodnia odwiedzałam stolicę. Nie było Internetu, faksów , komórek a organizacyjnie wszystko musiało działać jak w zegarku. Tej dyscypliny pracy, odpowiedzialności oraz ambicji zawodowej  nauczył mnie Józef Citak i pomimo, że czasem spieraliśmy się zawodowo to za to „przyuczenie do zawodu”  jestem mu bardzo wdzięczna.   
Z perspektywy tych wszystkich lat na pewno mogę powiedzieć , że w pracy tak, jak w życiu bywają lepsze i gorsze dni. Ja jednak  w OHP przeżyłam swoistą  przygodę. Nigdy się nie nudziłam, nie popadłam w rutynę i czuję się zrealizowana zawodowo.  Cieszę się ,że doczekałam się kolejnego jubileuszu.


Jadwiga Marzec- wychowawca 6-32 Hufiec Pracy Limanowa

Ilość odsłon:
© 2018 MWK OHP