„Moje 15 lat w Ochotniczych Hufcach Pracy.
Zatrudnienie czy powołanie?”

 


Gdy w 1997 roku rozpoczynałem pracę w Ochotniczych Hufcach Pracy moja wiedza na temat tej instytucji była bardzo szczątkowa, oparta jedynie o kilka kontaktów, wynikających z wcześniejszej ośmioletniej pracy nauczyciela w szkole podstawowej. Zatem nie dysponowałem właściwie żadnym zasobem informacji, mówiących czym dokładnie zajmuje się instytucja o tej nazwie, tj. miejsce, w którym chciałem rozpocząć przyszłą pracę.
Pierwsze lata zatrudnienia związane były z działalnością o charakterze wychowawczym w stacjonarnym Hufcu Pracy z zakwaterowaniem, który znajdował się w Myślcu, koło Starego Sącza. Przebywała tam młodzież niezwykle trudna, pozostawiona sama sobie, z ogromnym już bagażem swojej przeszłości, wielokrotnie z wyrokami w zawieszeniu, nieraz po ciężkich i trudnych wyborach życiowych, niemal na miarę dorosłego człowieka. Nasi uczestnicy w większości wywodzili się z rodzin patologicznych, z tzw. „marginesu” społecznego, trafiali do nas zaniedbani, z brakami wychowawczo – edukacyjnymi. Pomimo mojego młodego wieku udało się mi jednak nawiązać dobry kontakt z podopiecznymi, co skutkowało owocną współpracą. W większości przypadków posiadaliśmy wspólną pasję – sport. Pozwalał on oderwać się chłopcom od codziennych zmartwień, na moment poczuć się „prawdziwym dzieckiem”, ale przede wszystkim dawał satysfakcję z posiadanych umiejętności, z osiągnięć zdobytych własnymi siłami.
Jednak przez cały ten czas wielokrotnie zadawałem sobie pytanie – „Co ja tutaj robię?”. Los sprawił, że w końcu otrzymałem odpowiedź. Stopniowo istota i sens mojej pracy nabierały coraz to wyraźniejszych kształtów. Z mglistych efektów działań zaczęły wyłaniać się barwne i wyraźne sylwetki dojrzałych i ... odpowiedzialnych ludzi. Wynagrodzeniem za włożony trud okazało się być ukończenie przez nich szkoły i zdobycie zawodu, jako podstawy startu „w pełni dorosłe życie”, a tym samym sytuacje, kiedy to spotykałem tych młodych ludzi po latach. Słyszałem wtedy wielokrotnie: „dziękuję, ... gdyby nie wy na pewno skończyłbym inaczej…”.
Przy czym szczególnej satysfakcji dostarczyła mi wówczas niewątpliwie praca z uczestnikiem, który w trakcie pobytu w jednostce dostał się do więzienia na pół roku za udział w rozbojach. Po odbyciu kary na jego własną prośbę umożliwiono mu kontynuację nauki zawodu i to w zakładzie pracy, w którym ja rozpoczął. Ukończył szkołę, zdał egzamin. Dzisiaj jest już dorosłym człowiekiem, posiadającym własną rodzinę i co najważniejsze pracującym ... uczciwie. Przy każdym spotkaniu podkreśla swoją wdzięczność, przypomina, że została w stosunku do jego osoby wyciągnięta prawdziwie pomocna dłoń, że znalazł się ktoś komu na nim zależało, kto przede wszystkim potrafił go przekonać, że warto walczyć o siebie, o swoją przyszłość....
Wraz z upływem czasu moja dalsza praca w tej instytucji uległa metamorfozie. Zmieniały się priorytety i zakres obowiązków wychowawcy, zmianie uległ także adres oraz charakter naszej jednostki. W 2001 roku Hufiec Pracy przekształcony został w Środowiskowy Hufiec Pracy z siedzibą w centrum Starego Sącza. Tym samym stał się jednostką dochodzącą, bez zakwaterowania. Widoczną zmianą było przybywanie dziewcząt wśród podopiecznych, wcześniej była to tylko młodzież męska. Poprzez współpracę ze szkołami zawodowymi, istniejącymi wówczas na terenie Starego Sącza, nastąpiło poszerzenie zakresu zawodów, których nasi wychowankowie mogli się uczyć. W hufcu z zakwaterowaniem kształceni byli jedynie uczestnicy w zawodzie murarz. Teraz młodzież mogła podjąć naukę w zawodach takich jak murarz, stolarz, sprzedawca, kucharz małej gastronomii, hydraulik, cukiernik, piekarz, czy mechanik pojazdów samochodowych. Sporadycznie ulegała zmianie nazwa danego zawodu lub poszerzał się ich zakres.
Z czasem zmienił się również charakter kontaktów z uczestnikami. Został jakby ograniczony jedynie do spotkań na terenie zakładów pracy, w obiektach szkolnych, podczas zajęć lekcyjnych oraz zajęć dodatkowych w naszej świetlicy. Miały one głównie charakter pomocy w nauce oraz pozwalały na realizację zainteresowań, a więc były to różnego rodzaju przedsięwzięcia kulturalne, oświatowe i sportowe. Właśnie one zaczęły dostarczać mi najwięcej satysfakcji. Widzialnym i namacalnym efektem tej pracy był udział naszej młodzieży (jest zresztą do dnia dzisiejszego) w różnorakich zmaganiach i konkursach, zarówno na etapie regionalnym, wojewódzkim, czy ogólnopolskim. Osiągnięcia naszych uczestników niosły radość i spełnienie dla podopiecznych, ale równie wiele znaczyły dla wychowawców. Znamiennym sukcesem, który niewątpliwie mogę sobie przypisać, było zdobycie nagrody GRAND PRIX w 2003 roku w Ogólnopolskim Konkursie Fotograficznym i Plastycznym „Jan Paweł II w służbie Bogu i człowiekowi”. Uczestnik kadrem aparatu fotograficznego przedstawił dzieło Jana Pawła II „Tryptyk Rzymski” według moich wskazówek i wizji. Ta honorowa nagroda była więc zarówno moim cichym wyróżnieniem, jak i inspiracją. Udowodniła, że z młodzieżą tego pokroju również można wiele osiągnąć. Potwierdzeniem były i wciąż są sukcesy odnoszone przez naszych uczestników podczas zmagań i rywalizacji. Stanowią one najlepszą odpowiedź na postawione wcześniej pytanie:  „Ochotnicze Hufce Pracy – zatrudnienie, czy powołanie?”
W dzisiejszych czasach praca w OHP ulega ciągłej metamorfozie i przeobrażeniom. Niewątpliwie wpływa na to obecna sytuacja polityczno – gospodarcza oraz ekonomiczna w Polsce. Priorytetem jest zarówno zdobycie zawodu, jak i możliwość znalezienia miejsca zatrudnienia. Powyższa sytuacja zmienia także i nasze postępowanie, a więc rolę wychowawcy – pedagoga w Środowiskowym Hufcu Pracy. Naszym nadrzędnym zadaniem stała się praca z młodzieżą, mająca na celu głownie mobilizację uczestników do kontynuowania nauki zawodu i pozytywnego jej ukończenia. Mając w świadomości dzisiejszą krótkowzroczność młodego człowieka, żyjącego w jednej wielkiej globalnej wiosce, dla którego liczy się przede wszystkim pieniądz, czyli więcej „mieć” od „być”, staramy się stale podkreślać konieczność ukończenia szkoły i zdobycia zawodu. Wciąż monitorujemy postawy i decyzje tych młodych ludzi, dla których priorytetem jest zdobycie zatrudnienia i źródła dochodu, jednak wiążące się z wyjazdem poza granice naszego kraju. Co najgorsze, często jest to ich jedyna perspektywa na przyszłość. Sukcesem jest zatem ukończenie szkoły i zdobycie zawodu przez młodzież, która wielokrotnie pragnęła przerwać naukę i wyjechać w celu podjęcia pracy. Liczymy na to, że po wielu latach przyjdzie jednak refleksja, że dzięki nam posiadają zawód wyuczony, że znajdowali się o krok od podjęcia pochopnych i błędnych decyzji, że dzięki temu teraz mogą pracować poza granicami naszego kraju jako wykwalifikowani pracownicy.
Dzisiaj nasza jednostka jest Hufcem Środowiskowym, gdzie przybywają również dzieci i młodzież ze środowiska lokalnego. Uczestniczą przede wszystkim w zajęciach świetlicowych, programach zabezpieczających czas wolny w okresie ferii letnich i zimowych, a także w kołach zainteresowań. W przypadku trudności otrzymują pomoc w odrabianiu zadań domowych, czy powtórzeniu treści z zakresu danych przedmiotów szkolnych. Wynagrodzeniem w tym przypadku są wielokrotne podziękowania rodziców, dla których najcenniejsza jest świadomość, że ich dzieci są pod naszą opieką, a nie jak to kiedyś popularnie się mówiło „pod budką z piwem”.
„Ochotnicze Hufce Pracy – zatrudnienie, czy powołanie?” – myślę, że każda osoba w tych strukturach powinna zadać sobie to pytanie. Ja z perspektywy czasu już sobie samemu odpowiedziałem poprzez dojście do wniosku, że w życiu nie są jednak najważniejsze pieniądze….. Spotykani po latach wychowankowie twierdzą, że są moimi dłużnikami. W głębi duszy to ja jestem ich dłużnikiem. Udowodnili, że każdemu warto dać drugą szansę, że to co robię ma sens…


Marian Potoniec  - Komendant 6-34 Środowiskowego Hufca Pracy w Starym Sączu
 

Ilość odsłon:
© 2018 MWK OHP